czwartek, 28 kwietnia 2011

Biała kartka

Artykuł pochodzi z pierwszego numeru Winogradzkiej Gazety Sąsiedzkiej
Ulotki w skrzynce pocztowej to dla jednych cenne źródło informacji, dla innych zmora. Ogromna większość z nich ląduje natychmiast w koszu.Jeśli wierzyć badaniom marketingowym skuteczności tej formy reklamy jest to aż 98,8%. Tyle osób nie zareaguje na ulotkę w żaden sposób.

Ulotki w blokach

Użyte tu określenie „lądować w koszu” jest jednak sporym przekłamaniem. My, mieszkańcy osiedli okazujemy się często dość kiepskimi koszykarzami i nierzadko powierzone nam przez pracowitych roznosicieli ulotki wymykają się naszej kontroli. Lądują wtedy pod skrzynką pocztową, w windzie lub przeniesione na podeszwie w zupełnie nieoczekiwanym miejscu. Wcale nietrudno jest „zgubić” ulotkę. Każdy, kto mieszka w wysokim budynku z windami wie jak wygląda opróżnianie skrzynki. Kluczyk do niej odnajdujemy wśród innych, otwieramy, pocylamy się i szukamy nerwowo wzrokiem pośród kolorowej masy rzeczy ważnych. Białych kopert z rachunkami czy awizo. Jednocześnie zezujemy nerwowo w kierunku windy, czy przypadkiem już nie przyjechała. Mamy do jej przybycia chwilkę, więc nerwo zaczynamy oddzielać faktury od operatorów telefonii i inną korespondencję oczekiwaną od absolutnie nieoczekiwanych ofert i nagle... Bach! Mały kluczyk wysuwa się z zamka skrzynki pocztowej i cały pęk z brelokiem ląduje na podłodze. Schylając się po niego gubimy część ulotek, a bywa, że również ważnych listów i gdy wreszcie uda nam się zamknąć skrzynkę spostrzegamy, że oczekiwana długo winda właśnie odjechała bez nas.
Któż z nas nie przeżył takej włąśnie sytuacji. Któż nie zastanawiał się jak uwolnić swą skrzynkę od naporu bezadresowych komunikatów drukowanych dziennie na tonach papieru?

Biała kartka – poddaj się i nie bierz ulotek

Wiele osób zabezpiecza swe skrzynki napisami „Proszę nie wrzucać reklam!” czy „REKLAMA STOP!”. Wielu kulturalnych doręczycieli ulotek reaguje na ten apel i omija te skrzynki. Wielu z nich nie napełnia skrzynek ofertami gdy zobaczą na skrzynce białą kartkę. Oznacza ona, że ten lokator prosi o niedostarczanie do skrzynki przesyłek bez jego adresu, takich jak na przykład gazetki z marketów czy ulotki.
Biała kartka to symbol, który mówi: „Poddaję się! Nie chcę ulotek w swojej skrzynce, nie mam już siły ich sprzątać, nie mówiąc już o czytaniu.” Wiele osób tak właśnie myśli. Nie każdy jednak wie, że wystarczy niewielka biała nalepka, by uwolnić się od sporej części papierowego problemu.
Warto tę ideę propagować, informować sąsiadów o tej nieformalnej akcji, a jeśli ktoś może pisać i mówić o niej w mediach tak, jak ja to włąśnie czynię w tym artykule. Skorzystamy na tym my, środowisko i... reklamodawcy.

Komu się to opłaca, a komu nie

Prawie 99% informacji dostarczanych do skrzynek ląduje w takich oto kartonach
Komu opłaca się biała kartka? Będą Państwo zdziwieni. Przede wszystkim biała kartka opłaca się tym, którzy za ulotki płacą – czyli firmom reklamującym się na nich. Badania marketingowe mówią, że reklama bezadresowa „pod drzwi”jest skuteczna w około1,2 procenta – to znaczy, że na każdych tysiąc ulotek tylko dwanaście odniesie jakikolwiek skutek, na przykład osoby zachowają na chwilę ulotkę, zadzwonią ale niekoniecznie kupią produkt lub usługę. Jak zwiększyć skuteczność takich akcji. Najlepiej nie zostawiać ulotek tam, gdzie widać białe kartki. Ci ludzie nie czytają przesyłek bezadresowych i uczynnie informują o tym doręczycieli białymi kartlkami. Dla reklamującej się firmy to oszczędność. Na czterech białych kartkach na skrzynkach pocztowych reklamodawca jest w stanie zaoszczędzić nawet złotówkę.
Komu nie opłaca się kartka? Doręczycielom, którzy zarabiają od sztuki rozniesionej ulotki i drukarniom. Dla obu to często mniejszy zarobek: niższy nakład lub mniejsza zapłata za usługę. Czy jednak zmniejszając ilość ulotek zmarnowanych nie podnosimy jakości tej formy reklamy?

Ulotki, problem ekologiczny

Pomysł białych kartek jest prosty i wart rozpropagowania. Liczyć powinniśmy tu przede wszystkim na pomoc administratoów budynków, którzy ponoszą koszty sprzątania zaśmieconych klatek. Mowa tu zwłaszcza o uszczerbku na wizerunku „zaśmieconego budynku”. Przede wszystkim jednak na firmach zarządzających nieruchomościami ciąży obowiązek należytego usunięcia dość sporej w cyklu miesięcznym papierowej masy. Pamiętajmy, że jest to surowiec wtórny i podlega on segregacji. Usuwanie tej makulatury wcale dla zarządców budynków nie jest zarobkiem. Jest wręcz kosztem i to dość znacznym. Za taki wywóz papieru płacić trzeba firmie, która da gwarancję, że zostanie on powtórnie przetworzony. Sprzątanie samej klatki schodowej zaśmieconej ulotkami to też zadanie dla ludzi, którzy mają świadomość tego, jak segregować odpady. Te koszty obciążają ostatecznie nas, lokatorów. Dlatego apeluję: skorzystajmy z naszego prawa do nieotrzymywania ulotek.

sobota, 23 kwietnia 2011

czwartek, 21 kwietnia 2011

Łubudubu, czyli winogradzka pocztówka przedświąteczna

Wiekowa tabliczka na zdjęciu ma oczywisty związek z nadchodzącymi świętami Wielkiej Nocy, bo kilka razy do roku dywanom trzepanie się przecież należy. Zastanawia mnie jednak jej przekaz. O ile godziny graniczne są dla mnie jasne: przed ósmą za wcześnie (osiedle to przede wszystkim miejsce gdzie ludzie śpią) po 20:00 za późno (bo niegdyś zaczynał się o tej godzinie film - jedyny film w telewizji), a między 19:30 a 20:00 trzepali odważni i zbuntowani. Tak! Zagłuszali w ten sposób reżimowy Dziennik Telewizyjny i wygrali - reżym padł.
Dlaczego jednak nie wolno trzepać między 12:00 a 16:00? Bo dzieciątka mogą wracać ze szkoły? A może po prostu dlatego, że etatowi trzepacze, czyli mężowie chcą spokojnie zjeść obiad?
I takie oto refleksje nurtują mnie patrzącego na tę tabliczkę czterdziestoparolatka. Choć wiem, co znaczyło trzepanie o 19:30 nie wiem nadal dlaczego nie można między 12:00 a 16:00.